RSS
poniedziałek, 28 września 2009
Nadchodzi zima

Uwielbiam jęczmień. Znaleźć miejsce w którym pola złocą się po horyzont. Potrafi być tak pięknie, że aż mi żal, że ta chwila będzie musiała kiedyś przeminąć. Głupio tęsknić za czymś co jeszcze jest. Piękne złociste kłosy przypominają jednak o nieuchronnie zbliżających się kombajnach, a za nimi suchych ścierniskach (które same w sobie nie są wcale brzydkie), ale zapowiadają rychłe nadejście oraczy, którzy piękne złote pola zmienią w jednolicie brązowe.

Zaorane pola zaś nieomylnie zwiastują nadejście chłodu, szarości i pluchy. Jesieni. Zimy.

A zima, u i tu jest problem. Bo zima jest zazwyczaj zimna. Węgielek, skarpetki, kotly, czapki, zmarznięte nosy, przeziębione gardła i ulice pełne błota śliczniusiego śniegu.

Może jestem zrażona do zimy i nieobiektywna. Trudno, nielubię i już. A teraz nie dość, że nie ma pięknych złocistych pól na pocieszenie, to olbrzymiastymi krokami zaczęła zbliżać się prawdziwa zima. Dzisiaj zaczęło padać.

W tym wietrze syfu z listopada... śpiewał Kazik. No dobra, wiem, wiem, jeszcze nie listopada. Ale może chodziło mu czeski listopad? Kto wie? ;) A to już przecież całkiem blisko...

23:26, bighaselhof
Link Komentarze (4) »